Jan Szyszko z Polski 2050 zrezygnował ze stanowiska wiceministra funduszy i polityki regionalnej. Poinformował, że zwrócił się do premiera Donalda Tuska o odwołanie go z funkcji. Decyzję podjął dzień po tym, jak z kierowania resortem i z przewodzenia partii zrezygnowała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
Szyszko zwrócił uwagę na tempo, w jakim jego dymisja została przyjęta.
– Wystarczyło napisać dymisję. Później, jak widać, jeśli jest taka wola, może być bardzo szybka sprawczość – powiedział. Dodał, że byłoby super, gdyby sprawy dotyczące reform tak szybko przechodziły przez rząd.
Wyjaśnił też powody swojej decyzji. Jego zdaniem jeśli minister lub wiceminister nie zgadza się z linią polityczną partii, z której ma mandat, uczciwym rozwiązaniem jest odejście.
– W innym wypadku są to zachowania bardziej stołkowe i politykierskie, a do takich mi trochę daleko – stwierdził. Zaznaczył, że nie wierzy w apolitycznych ministrów, bo to funkcje polityczne, a ministrów do rządu mianują partie. – Mój mandat polityczny do bycia w tym rządzie wygasł. To nie jest moja droga polityczna – podkreślił. Podziękował też współpracownikom z resortu za dwa i pół roku wspólnej pracy.
Szyszko odniósł się do odejścia Pełczyńskiej-Nałęcz, która jako powód wskazała głosowanie w sprawie ustawy o dwukadencyjności w samorządach.
Według niego wcześniej uprzedzała ona partię i szefa klubu Szymona Hołownię, że to dla niej sprawa graniczna.
– Może niektórzy niedowierzali w jej słowa, że rzeczywiście jest gotowa oddać stołek za wartości – ocenił.
Zapewnił, że o planowanej dymisji wiedział wcześniej, a krąg osób wtajemniczonych był znacznie większy niż jej najbliżsi współpracownicy. Przed głosowaniem miała też mówić na posiedzeniu zarządu partii, że nie będzie firmować rozłamu ani zmiany stanowiska swoją twarzą. – Bardzo dobrze, że są w Polsce politycy, którzy wartości stawiają ponad stołki – dodał.
Były wiceminister zasugerował ponadto, że przy głosowaniach istniały polityczne porozumienia, by w idealnym świecie żadna ze stron nie zaszkodziła sobie w sprawach dla niej ważnych. Dla Lewicy były to głosowania aborcyjne, a dla PSL dwukadencyjność. Według niego politycy ludowców rozmawiali z posłami Polski 2050 na ten temat do ostatniej chwili.
Zapytany, czy posłowie Polski 2050, którzy poparli zniesienie limitu kadencji, będą szukać miejsc na listach Koalicji Obywatelskiej, odpowiedział twierdząco.
– Myślę, że część parlamentarzystów Polski 2050 ma takie plany – powiedział.
Źródło: Polsat News. Fot. Jan Szyszko FB


