Polska zbudowała jedną z największych prosumenckich flot fotowoltaicznych w Europie. Na koniec 2025 roku do sieci było przyłączonych ponad 1,63 mln mikroinstalacji OZE, z których 99,9 proc. stanowiła fotowoltaika. Przez lata najważniejsze były cena paneli, moc instalacji i okres zwrotu. Teraz pojawia się inne pytanie: kto ma cyfrowy dostęp do urządzenia sterującego produkcją energii na ponad półtora miliona polskich dachów?
Problemem nie są same moduły fotowoltaiczne
Kluczowym urządzeniem jest falownik, który przekształca energię z paneli i komunikuje instalację z siecią. Współczesne falowniki coraz częściej są podłączone do internetu, aplikacji producenta i usług chmurowych. Pozwala to właścicielowi sprawdzać produkcję energii z telefonu, instalatorowi prowadzić diagnostykę, a producentowi aktualizować oprogramowanie.
Ta wygoda tworzy jednak nową kategorię ryzyka. Europa zaczyna traktować falownik jak element infrastruktury
Międzynarodowa Agencja Energetyczna wskazuje, że nowe ograniczenia Unii Europejskiej obejmują finansowanie projektów fotowoltaicznych, wiatrowych i magazynów energii wykorzystujących falowniki pochodzące z państw uznawanych za wysokiego ryzyka. Do tej grupy zaliczane są Chiny, Rosja, Iran i Korea Północna. W praktyce największe znaczenie mają Chiny, ponieważ chińscy producenci posiadają ogromny udział w europejskim rynku falowników.
Komisja Europejska potwierdziła w czerwcu 2026 roku, że infrastruktura fotowoltaiczna i wiatrowa stała się jednym z priorytetowych obszarów analizy cyberbezpieczeństwa. Wśród zagrożeń wymienia możliwość manipulowania produkcją energii, blokowania jej wytwarzania, nieautoryzowanego dostępu do danych operacyjnych oraz zdalnego wyłączenia urządzeń.
To już nie jest wyłącznie teoretyczny scenariusz
Reuters informował w 2025 roku o wykryciu w niektórych chińskich falownikach i bateriach znajdujących się w USA nieudokumentowanych urządzeń komunikacyjnych. Amerykańskie służby analizowały, czy mogą one tworzyć dodatkową drogę komunikacji omijającą standardowe zabezpieczenia. Nie oznacza to, że chiński falownik znajdujący się na polskim domu jest urządzeniem szpiegowskim. Pokazuje jednak, dlaczego możliwość zdalnej komunikacji z milionami urządzeń energetycznych zaczyna być traktowana jako kwestia bezpieczeństwa systemu elektroenergetycznego.
Litwa postawiła granicę na 100 kW
Litwa zdecydowała się na znacznie bardziej zdecydowane rozwiązanie. Nowe regulacje obejmują instalacje fotowoltaiczne, wiatrowe oraz magazyny energii o mocy powyżej 100 kW i ograniczają możliwość zdalnego dostępu do systemów sterowania przez podmioty z państw uznawanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.
Instalacje podlegające regulacji muszą spełniać wymagania cyberbezpieczeństwa, a operatorzy mogą w określonych sytuacjach odłączyć od sieci źródła, które tych wymagań nie spełniają.
Litwa uznała więc, że falownik nie jest już wyłącznie prywatnym urządzeniem właściciela elektrowni. Jeżeli tysiące takich urządzeń mogą reagować na polecenia wysyłane z zewnątrz, stają się częścią bezpieczeństwa całego systemu energetycznego.
A co z 1,6 mln polskich mikroinstalacji?
Tu zaczyna się problem, o którym mówi się znacznie mniej. Według URE na koniec 2025 roku w Polsce działały 1 636 673 mikroinstalacje OZE o łącznej mocy niemal 13,9 GW. Ponad 98,5 proc. należało do prosumentów.
To gigantyczna, rozproszona infrastruktura energetyczna.
Pojedynczy domowy falownik o mocy kilku kilowatów nie ma znaczenia dla bezpieczeństwa Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. Inaczej wygląda jednak sytuacja, gdy setki tysięcy urządzeń korzystają z podobnego oprogramowania, infrastruktury chmurowej albo systemów jednego producenta. Powstaje ryzyko koncentracji, którego nie widać, patrząc na pojedynczy dach. Dlatego pytanie na kolejnym etapie transformacji energetycznej nie powinno brzmieć tylko: ile fotowoltaiki jeszcze zbudujemy?
Równie ważne jest: kto będzie miał cyfrowy dostęp do urządzeń, które nią sterują?
Polska przez lata budowała energetykę prosumencką przede wszystkim jako projekt inwestycyjny i klimatyczny. Teraz potrzebuje również polityki cyberbezpieczeństwa dla istniejących instalacji. Nie oznacza to konieczności wymiany milionów falowników. Potrzebne są jednak standardy zdalnego dostępu, aktualizacji oprogramowania, komunikacji z chmurą, przechowywania danych oraz możliwość audytu urządzeń podłączonych do polskiej sieci.
Bo transformacja energetyczna coraz mniej przypomina system złożony wyłącznie z kabli, paneli i transformatorów. Coraz częściej jest również siecią komputerową.
Źródła: Urząd Regulacji Energetyki, raport o mikroinstalacjach OZE za 2025 r., Ministerstwo Energii Litwy, materiały dotyczące ograniczenia zdalnego dostępu do systemów sterowania instalacjami powyżej 100 kW, Reuters, materiały dotyczące bezpieczeństwa falowników i urządzeń komunikacyjnych.

