Marcin Przydacz podtrzymuje, że premier okłamał Polaków, mówiąc o raporcie od szefa CIA. To była wyłącznie relacja ministra koordynatora służb Tomasza Siemoniaka z wizyty w USA. W zasadzie przyznają to sami politycy Koalicji Obywatelskiej. Zdaniem Przydacza Tusk chce strachem budować swoją pozycję przed wyborami.
Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta, skrytykował Donalda Tuska za sposób przedstawiania zagrożenia ze strony Rosji.
W rozmowie z WP przekonywał, że nie ma powodu do paniki, a premier niepotrzebnie podnosi poziom niepokoju. W tle jest sprawa informacji przekazanych polskim władzom przez stronę amerykańską i różnice w ocenie tego, jak należy mówić o bezpieczeństwie kraju.
Przydacz: „Nie ma powodu do paniki”. Prezydencki minister uderza w przekaz premiera
Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta, zakwestionował sposób, w jaki Donald Tusk informuje o zagrożeniu ze strony Rosji. W rozmowie z WP przekonywał, że premier nie powinien wywoływać niepokoju, powołując się na informacje amerykańskiego wywiadu. Spór dotyczy tego, co dokładnie przekazano polskim władzom i czy publiczne ostrzeżenia szefa rządu odpowiadają charakterowi tych informacji.
Spór zaczął się od informacji od szefa CIA
10 września Donald Tusk poinformował, że otrzymał informacje dotyczące możliwych wydarzeń w najbliższych miesiącach. Premier mówił wówczas:
„Otrzymałem w ostatnich godzinach dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach”.
Tusk podkreślał, że Polska i cała Europa powinny być przygotowane na różne scenariusze związane z sytuacją na froncie rosyjsko ukraińskim oraz bezpieczeństwem wschodniej flanki Unii Europejskiej.
Wypowiedź premiera wywołała dyskusję o charakterze przekazanych informacji. Przydacz zakwestionował później określanie ich mianem tajnego raportu CIA i zarzucił szefowi rządu wykorzystywanie sprawy do wywoływania politycznego napięcia.
Przydacz zarzuca premierowi wprowadzanie opinii publicznej w błąd
18 września Przydacz napisał w serwisie X:
„Nie było żadnego »tajnego raportu CIA« na biurku. Wymyślone kłamstwo, żeby zelektryzować opinię publiczną i przyszpanować”.
Prezydencki minister krytykował również media za powtarzanie określenia „tajny raport” bez, jego zdaniem, odpowiedniej weryfikacji. Zakwestionował przy tym sposób, w jaki premier przedstawił sprawę opinii publicznej.
Bosacki wyjaśnia, skąd premier miał informacje
Do wpisu Przydacza odniósł się wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki. Nazwał jego wypowiedź „absolutnym skandalem” i wyjaśnił, że informacje trafiły do premiera za pośrednictwem ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka.
Siemoniak miał spotkać się w Waszyngtonie z szefem CIA Johnem Ratcliffe’em, a następnie przekazać uzyskane informacje premierowi. Bosacki podkreślał, że nie oznacza to, iż Tusk zmyślił otrzymanie informacji od amerykańskiej strony.
W rozmowie z TVN24 Bosacki mówił:
„Minister Siemoniak niezwłocznie przedstawił te informacje premierowi. Nie ma w tym żadnego kłamstwa, nie ma w tym żadnej przesady”.
W ten sposób rząd przedstawił własne wyjaśnienie dotyczące drogi przekazania informacji. Spór z otoczeniem prezydenta dotyczy więc także tego, czy określenie użyte przez premiera właściwie opisywało otrzymany materiał.
Rząd ostrzega przed rosyjskimi prowokacjami
W kolejnych dniach Tusk mówił o zagrożeniu działaniami hybrydowymi Rosji. 17 września, po alarmach i uruchomieniu syren w dwóch województwach, opublikował nagranie, w którym odniósł się do rosyjskich działań wymierzonych w Polskę.
Premier wymienił między innymi sabotaż, dezinformację i ataki z użyciem dronów. Przypomniał także o incydencie z rosyjskim dronem w pobliżu przejścia granicznego w Dorohusku oraz o ataku na pociąg relacji Kijów Warszawa.
Tusk podkreślał, że Polska nie szuka konfliktu, ale musi być przygotowana na kolejne prowokacje. Powiedział:
„Nie szukamy wojny, ale jeśli ktokolwiek odważy się nas zaatakować, spotka się ze stanowczą odpowiedzią naszą i naszych sojuszników”.
Źródło: wp.pl., własne. Fot. KPRP



