Sytuacja na Bliskim Wschodzie gwałtownie się pogarsza. Huti przejęli strategiczne miasto portowe Mokka na wybrzeżu Morza Czerwonego i zbliżyli się do cieśniny Bab al Mandab. Jednocześnie pojawiły się doniesienia o kolejnym ataku na saudyjską infrastrukturę naftową, w tym o możliwym trafieniu rurociągu Wschód Zachód. Jeżeli te informacje zostaną potwierdzone, zagrożone mogą być jednocześnie dwa kluczowe szlaki pozwalające omijać Cieśninę Ormuz. A to z Arabii Saudyjskiej importujemy ogromną część ropy naftowej do Polski.
Huti przejęli Mokkę
W czwartek Huti wkroczyli do Mokki, strategicznego portu nad Morzem Czerwonym. Informację o przejęciu miasta potwierdzają niezależne źródła, choć jemeński rząd nie wydał początkowo oficjalnego komunikatu potwierdzającego utratę miasta.
Zdobycie Mokki ma ogromne znaczenie strategiczne. Miasto znajduje się zaledwie około 80 kilometrów od cieśniny Bab al Mandab, przez którą przebiega jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata. Przejście to łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską i Oceanem Indyjskim.
Huti, którzy są wspierani przez Iran, mogą dzięki temu znacznie zwiększyć presję na żeglugę odbywającą się przez Morze Czerwone. Reuters wskazuje, że przejęcie Mokki wzmacnia kontrolę Hutich nad dostępem do Bab al Mandab, podczas gdy Iran ogranicza transport przez Cieśninę Ormuz.
Drugi problem to saudyjska ropa
W tym samym czasie pojawiły się informacje o możliwym kolejnym ataku na saudyjską infrastrukturę przesyłu ropy.
Chodzi o rurociąg Wschód Zachód, który łączy pola naftowe we wschodniej części Arabii Saudyjskiej z portem Yanbu nad Morzem Czerwonym. Jego maksymalna przepustowość wynosi około 7 mln baryłek ropy dziennie.
To niezwykle ważna infrastruktura, ponieważ pozwala Arabii Saudyjskiej eksportować ropę z pominięciem Cieśniny Ormuz. Właśnie dlatego rurociąg stał się jednym z najważniejszych elementów zabezpieczenia saudyjskiego eksportu po rozpoczęciu kryzysu wokół Ormuzu.
W piątek pojawiły się doniesienia o możliwym nowym uszkodzeniu tego systemu. Nie ma jednak jeszcze oficjalnego potwierdzenia ze strony Saudi Aramco ani saudyjskiego ministerstwa energii. Informacje o sześciu trafieniach należy więc traktować jako niezweryfikowane doniesienia, a nie jako potwierdzony fakt.
Dwie drogi dla saudyjskiej ropy są zagrożone
I właśnie tutaj sytuacja robi się naprawdę poważna.
Arabia Saudyjska próbowała w ostatnich miesiącach ograniczyć ryzyko związane z Cieśniną Ormuz, kierując większą część eksportu alternatywnymi trasami. Jedną z nich jest rurociąg Wschód Zachód prowadzący do Yanbu. Drugą jest transport przez Morze Czerwone i Bab al Mandab.
Teraz zagrożone są obie.
Z jednej strony mamy ograniczony transport przez Ormuz. Z drugiej strony Huti przejmują kolejne pozycje na wybrzeżu Jemenu i zbliżają się do Bab al Mandab. Równocześnie pojawiają się informacje o atakach na saudyjską infrastrukturę energetyczną.
To oznacza, że bezpieczeństwo eksportu ropy z Arabii Saudyjskiej zaczyna zależeć od coraz mniejszej liczby dostępnych tras.
Rynek już reaguje
Rynek ropy bardzo szybko zareagował na wydarzenia. W piątek ropa Brent utrzymywała się powyżej 100 dolarów za baryłkę. Według Reutersa oba główne benchmarki zmierzają do zakończenia tygodnia ponad 10 proc. wyżej, a Brent po raz pierwszy od maja ma zakończyć tydzień powyżej 100 dolarów.
Analitycy zwracają uwagę, że przejęcie Mokki przez Huti może oznaczać dalsze problemy z transportem przez Morze Czerwone. Jednocześnie ataki na saudyjską infrastrukturę zwiększają obawy o fizyczną dostępność ropy na światowym rynku.
Co to oznacza dla Polski?
Dla Polski sytuacja jest szczególnie istotna, ponieważ Arabia Saudyjska jest jednym z najważniejszych dostawców ropy do naszego kraju.
Nie oznacza to oczywiście, że jutro zabraknie paliwa na polskich stacjach. Polska ma możliwość korzystania z różnych kierunków dostaw, a koncerny utrzymują zapasy i mogą reagować na zmiany na rynku.
Problemem jest jednak cena.
Jeżeli ograniczenia w transporcie ropy będą się utrzymywać, a jednocześnie zagrożone zostaną kolejne elementy saudyjskiego systemu eksportowego, światowy rynek będzie musiał funkcjonować przy mniejszym marginesie bezpieczeństwa.


