Internauci pytają wprost – dlaczego do napastnika nie strzelano, gdy jechał autem i strzelał z karabinu maszynowego do kolejnych przechodniów?!
Policyjne interwencje z Polski, pokazują, że wystarczy się nie zatrzymać do kontroli, uciekać i stanowić zagrożenie, by było tak jak w Bytomiu – gdzie policja do uciekającego człowieka zaczęła strzelać. W Krakowie napastnik, który zabił 5 osób, jedzie, a policja jedzie za nim. Ale strzały nie padają.
Policjanci w końcu dopadają napastnika, na nagraniu widać jak leży, zbliża się do niego policjant. Padają kolejne strzały.
Kilka godzin po strzelaninie na Rynku Głównym w Krakowie policja sama sobie zaprzeczyła. Najpierw podała, że zamachowców mogło być dwóch, a po kilkudziesięciu minutach to zdementowała. Według najnowszego komunikatu małopolskiej policji sprawca był jeden i jest już w rękach funkcjonariuszy.
„Wprowadziłem w błąd”. Rzecznik przeprasza
Informację o dwóch sprawcach przekazał PAP mł. asp. Jakub Mirochna z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie, powołując się na wstępne ustalenia. Wiadomość szybko obiegła media i wywołała niepokój mieszkańców, bo oznaczała, że jeden z napastników może wciąż być na wolności.
Po około 20 minutach Komenda Wojewódzka Policji opublikowała sprostowanie. Napisała, że nie szuka kolejnego sprawcy, a jedyny znany napastnik został zatrzymany. Mirochna w następnej rozmowie z PAP przyznał, że jego informacja była błędna. Przeprosił za wprowadzenie opinii publicznej w błąd.
https://twitter.com/tompearsky/status/2119089963371307022
Dementi także w sprawie policjanta
Policja zaprzeczyła też doniesieniom o śmierci jednego z rannych funkcjonariuszy. Plotka krążyła w mediach społecznościowych i w części serwisów. W ataku rannych zostało trzech policjantów. Według nieoficjalnych informacji jeden z nich jest w bardzo ciężkim stanie.
Bilans ofiar może wzrosnąć
Oficjalnie policja mówi o co najmniej pięciu zabitych i 15 rannych. Część mediów podaje jednak, że liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do sześciu. Wielu poszkodowanych przebywa w krakowskich szpitalach, niektórzy w stanie ciężkim.
Co wiadomo o zamachowcu
Napastnik to 25-letni obywatel Polski. Do rynku przyjechał samochodem bez tablic rejestracyjnych. Był w mundurze typu „moro” i strzelał do przechodniów z karabinka AR-15. W jego aucie policja znalazła wiele sztuk broni i dużo amunicji. Został postrzelony przez policjantów przy skrzyżowaniu ulic Stradomskiej i Dietla i trafił do szpitala.
Motyw ataku nadal jest nieznany. Premier Donald Tusk nazwał zdarzenie zamachem, a szef MSWiA Marcin Kierwiński przyjechał do Krakowa.
Służby apelują o rozwagę
Sprzeczne komunikaty pokazują, jak trudno w pierwszych godzinach po takiej tragedii ustalić fakty. Policja prosi, by korzystać wyłącznie z jej oficjalnych kanałów i nie udostępniać niesprawdzonych informacji z sieci.


