Premier Donald Tusk skomentował decyzję Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, która zrezygnowała z funkcji ministry funduszy i polityki regionalnej. Szef rządu zrobił to podczas wizyty w Indiach. Przyznał, że spodziewał się choćby telefonu od odchodzącej szefowej resortu.
– Myślałem, że zanim odejdzie, to zadzwoni chociaż i powie, że znudziła się jej praca – powiedział Tusk.
Pełczyńska-Nałęcz ogłosiła swoją decyzję we wpisie w serwisie X.
Nieoficjalnie mówi się o dwóch powodach. Pierwszy to rywalizacja o przywództwo w Polsce 2050, do której miał stanąć założyciel partii Szymon Hołownia.
Drugi to nominacja Andrzeja Domańskiego, ministra finansów i gospodarki, na stanowisko wicepremiera. Pełczyńska-Nałęcz zabiegała o ten awans od wielu miesięcy, jednak premier nie chciał się na niego zgodzić.
Tusk zapewnił, że nie zamierza się wyzłośliwiać, ale przyznał, że współpraca z ministrą nie układała się łatwo.
– Od dłuższego czasu ta współpraca nie była najłatwiejsza. Nie mówię tylko o sobie. Ja nie mam uprzedzeń, staram się wyciągnąć wszystko, co najlepsze z ludzi wtedy, kiedy z nimi współpracuję – podkreślił premier.
Jednocześnie ocenił politykę dość ostro. – Mam wrażenie, że jest politycznie bardzo pogubiona – stwierdził.
Szef rządu nie sądzi, by odejście ministry wpłynęło na przyszłość koalicji. – Stało się, ale nie sądzę, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie dla dalszej pracy koalicji. Nie chcę w żaden sposób deprecjonować znaczenia politycznego Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, ale intuicja mi mówi, że jest to jej indywidualna decyzja – mówił Tusk.
Premier został też zapytany o to, kto pokieruje resortem funduszy i polityki regionalnej. – Mam dwie świetne kandydatury. Jedna i druga to kobiety, bardzo kompetentne, będę się czuł bardzo bezpiecznie. Tuż po powrocie poznacie nazwisko wybranki – zapowiedział.
Źródło: Onet



